Amos Oz o fanatyzmie

13.03.2008 by Łukasz Garbal

Dlaczego Ziemia, dla tak wielu wiernych różnych religii Święta - wciąż jest ziemią wojny, nie pokoju?

Amos Oz, którego przedstawiać nie trzeba, napisał eseje - nie tylko błyskotliwe (trudno o radość z walorów intelektualnych w obliczu cierpienia), co szczere.

Intelektualna szczerość - to nie tak częste; zapomnieć o efektach i retoryce, zauważać człowieka i jego ból, ból i człowieka - nie zamierając w łatwym współczuciu dłubiącym ostrygą w zębach.

Co zrobić w Palestynie i Izraelu?

Amos Oz nie proponuje łatwych rozwiązań. Nie buduje zamków z piasku ani papierowych smoków. Widzi zło po każdej ze stron. Ale najgorszym złem dla niego jest trwanie konfliktu - a każda ze stron, zdaniem Amosa Oza, ma rację. Są terroryści po obu stronach, po obu stronach są dobrzy ludzie - a najbardziej cierpią ludzie zwykli, szarzy, pozarządowi.

Fanatyk jest najgorszym wrogiem ludzkości. Świetnie zaprojektowana okładka, której ilustracją jest obraz George’a Grosza “Agitator” rozpoczyna książkę mocnym akordem, który uświadamia nam kubizm rzeczywistości politycznej: fanatycy wszystkich krajów łączą się. W interesie “jastrzębi”, dajmy na to, Izraela/Palestyny jest podjudzanie/agitowanie “jastrzębi” tej drugiej strony. Złowroga teoria równowagi sił rozumianej jako dyktatura zorganizowanej przemocy jest walcem miażdżącym rzeczywiste życie. Fanatyzm zaczyna się w domu. Rodzi się wraz z niezmiernie powszechnym pragnieniem, żeby zmienić ukochaną osobę dla jej własnego dobra. (s. 43, podkreślenie moje - ŁG). Rodzi się z poczucia, że JA WŁAŚNIE posiadłem boskie dary i WIEM LEPIEJ. Bądź moim bratem, albo Cię zabiję, szydził Chamfort, co pokazał kiedyś Jasienica - sam prześladowany w podobny sposób…

Potrzeba więcej pokory. Więcej ludzkości. Więcej wyrozumiałości, szacunku nawet dla wzajemnych wad. Brytyjczycy są społeczeństwem, które opanowało tę umiejętność w dużym stopniu. Oz marzy o Szwajcarii, jaką mógłby zostać Izrael z Palestyną. Nie jest jednak miotaczem kolorowych pacyfistycznych idei - cóż, nie wierzę w nagły przypływ miłości między Izraelem a Palestyną. Nie oczekuję, że [...] obaj antagonisci rzucą się sobie w objęcia [...]. Nie jest tu potrzebny miodowy miesiąc po którym następuje milcząca zajadłość - tylko rzeczowy rozwód. Nie będzie to łatwe, ale jest, zdaniem Oza, konieczne, ponieważ nie można już - w tym zapętleniu - bez jakichś trudnych do wyobrażenia masakr - doprowadzić do innej sytuacji. trzeba być ludźmi i traktować się jak ludzie. Rozwód niełatwy, ale konieczny. Rozwidy nigdy nie są szczęśliwymi wydarzeniami, nawet kiedy są mniej lub bardziej sprawiedliwe. Ranią, sprawiają ból. Szczególnie ten [...] ponieważ obie rozwodzące się strony zdecydowanie zostają w tym samym mieszkaniu.

A zatem kwestia podziału. Z kompromisami, które nie są łatwe, ale konieczne. To bardzo niewygodne. Ale lepsze niż piekło za życia. Oz wprost powiada, że od wielu lat jestem nastawiony bardzo krytycznie do palestyńskiego ruchu narodowego. Łatwo to zrozumieć, kiedy widzimy, że są i tacy, którzy wzywają do likwidacji Izraela. Oz jednocześnie krytykuje syjonistów, nie potrafiących zrozumieć praw Palestyńczyków do miejsca, z którego pochodzą… Po równo dostrzega fanatyzm, który jest źródłem zarazy…

Książka, która pokazuje sklepikarską mentalność polityków - i wielką nadzieję na przyszłość. Podręcznik strategii nadziei. Strategii odważnej, unikającej wymachiwania kwiatem pokoju za wszelką cenę. Wzywającej do niełatwych, ale koniecznych, decyzji.

Pisarz naprawdę może być wieszczem swojego społeczeństwa.


Dodaj do koszyka: Lideria.pl

W księgarni Gandalf

Możesz też kupić bezpośrednio w wydawnictwie: “Prószyński i S-ka”

Interpretacja czy prawda - dążenie do prawdy w humanistyce

08.03.2008 by Łukasz Garbal
        Po przełomie postmodernistycznym trudno mówić w humanistyce o dążeniu do prawdy; nie wypada “ustalać faktów”, lepiej, idąc za Popperem, “falsyfikować”. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe - wiek XX był wiekiem fanatyzmów, a człowiek uważający, że “posiadł prawdę” może być niebezpieczny dla innych (szczególnie, jeśli prawdę tę chce wmuszać w tych, którzy, jego zdaniem, jej nie znają).
    Jednocześnie jednak jest to niebezpieczne - przy przyjęciu założenia, że wszystko jest interpretacją, nie możemy ustalać faktów. Dlatego zrodziło się sztuczne pojęcie “prawdy materialnej” (podobne do pojęcia sprawiedliwości “społecznej”). Lepsze jednak jest już to sztuczne pojęcie, niż uznanie, że wszystko jest interpretacją. To niebezpieczne rozdygotanie interpretacyjne widoczne jest także poza humanistyką, choćby w prawie.
Dążenie do prawdy powinno być intencją każdego działania naukowego.
    Oczywiście, przyjęcie założenia, że osiągnięcie prawdy jest niemożliwe to ułatwienie; zwalnia nas od odpowiedzialności (”ech, czy ważne, co napiszemy, skoro i tak nie szukamy prawdy, tylko kolejnej ekwilibrystycznej interpretacji?” - można niemal usłyszeć…). A przecież nie o to powinno chodzić. Klasycznym przykładem jest tu edytorstwo, dziedzina humanistyki zmierzająca do konkretu. Unikanie odpowiedzi na pytanie, co jest podstawą tekstu, wkładanie na równorzędnej zasadzie równoległych “tekstów głównych”….
    To tylko kilka myśli dla zasygnalizowania wagi problemu. Przecież wiemy, że np. interpretacja “Lokomotywy” Tuwima jako tekstu opiewającego totalitaryzm jest błędna; co nie ma wpływu na coraz to kolejne interpretacje tego typu… A przecież nie o to powinno chodzić w humanistyce! Trzeba starać się dążyć do prawdy, przy całym uznaniu dorobku wcześniejszych badaczy (i jednocześnie wiedzy, że po nas będą zapewne kolejni!), przy pokorze własnej niepełnej wiedzy - nie możemy zmienić się w akrobatów puenty i paradoksu. Humanistyka także bada fakty.

(C) by Łukasz Garbal